Straż Pożarna z Akranes i okolic Hvalfjorður, oraz Policja zostały wezwane dziś po południu do zdarzenia drogowego, w którym na drodze spłonął samochód osobowy.
Samochód jechał drogą pomiędzy miastami Grafar i Kúludalsár w Hvalfjorður, kiedy niespodziewanie stanął w płomieniach.
Ludzie, którzy jechali tym samochodem wyszli z tego zdarzenia bez obrażeń, informuje Skessuhorn.
Samochód spalił się bardzo szybko tak więc straży nie udało się go uratować.

fot. informacje/ miciur
Nadal nie odnaleziono reszty załogi islandzkiego trawlera, który w środę zatonął u wybrzeży Norwegii.
Ratownicy z całej czteroosobowej załogi, uratowali tylko 34 letniego kapitana statku, któremu udało się przeżyć dzięki temu, że miał na sobie ochronny skafander i kamizelkę ratunkową, informuje RUV.
Jeden z norweskich pilotów helikoptera, który brał udział w akcji ratunkowej, Olve Arnes powiedział, że gdyby kapitan nie miał na sobie odpowiedniego ubioru i kamizelki niska temperatura wody oraz fale o wysokości 15 metrów nie pozwoliłyby mu unosić się na powierzchni morza.
W związku z tym, że do tej pory ratownikom nie udało się odnaleźć pozostałych trzech marynarzy, zostali oni uznani za zaginionych.
Działania ratownicze w okolicy gdzie zatonął trawler, były bardzo utrudnione i jak się okazało, nie tylko z powodu złej pogody, ale również z powodów technicznych. Helikoptery ratunkowe mogą latać do pięciu godzin bez konieczności tankowania paliwa, a sam lot na miejsce wypadku trwał około trzech godzin co pozostawiało nie wiele czasu na poszukiwania zaginionej załogi.
Dziś w Njarðvíku i Grafarvogur odbywać się będą msze żałobne, w intencji ofiar tego wypadku.
O wypadku pisaliśmy w artykułach : "Wznowiono poszukiwania" i "Tragiczny rejs islandzkiego kutra".
Według informacji podanych przez Vikurfrettir, dwóch zaginionych marynarzy z kurta Hallgrímur SI-77, który zatonął wczoraj na Morzu Norweskim, pochodziło z Suðurnes.
Mężczyźni Ci byli marynarzami z Reykjanesbær. Jeden z nich miał 62 lata i mieszkał w Keflaviku, a drugi był z miejscowości Njarðvík.
Media nie ujawniają imion i nazwisk ofiar wypadku, w którym zginęło trzech marynarzy.
Statek Bergen, należący do Norweskiej Straży Przybrzeżnej wyruszył dziś rano z portu aby jeszcze raz przeszukać miejsce gdzie wczoraj zatonął islandzki trawler Hallgrímur SI-77.
Wczoraj w nocy, z powodu bardzo złych warunków panujących na morzu, Straż Przybrzeżna zadecydowała o przerwaniu poszukiwań.
Dziś statek Bergen, będzie pływał w okolicy gdzie doszło do wypadku i w dalszym ciągu będzie poszukiwał pozostałych rozbitków.
Jan-Rikart Lillebøe, ze służb ratunkowych z południowej Norwegii powiedział, że o wypadku zostały powiadomione również inne statki, które znajdują się w rejonie gdzie zatoną islandzki trawler.
Jak podają islandzkie media, wypadek zdarzył się w bardzo złych warunkach i cudem udało się ratownikom odnaleźć jednego z członków załogi. Około godziny 17:00 odnaleziono 34 letniego mężczyznę, który jako jedyny ocalał z czteroosobowej załogi i obecnie przebywa w szpitalu w Norwegii. Pozostała trójka islandzkich marynarzy, którzy byli w wieku około sześćdziesięciu lat, zaginęła.
Norweskie służby ratownicze przez wiele godzin prowadziły poszukiwania czterech członków załogi islandzkiego kutra Hallgríms SI-77, który zatonął dziś około 150 mil morskich na północny zachód od Alesund w Norwegii.
O godzinie 13:14 czasu islandzkiego, ze statku została wysłana wiadomość SOS. Na miejsce natychmiast wyruszyły jednostki ratunkowe.
To był ostatni rejs kutra Hallgríms SI-77, ponieważ został on sprzedany do Norwegii i jedynie mała, czteroosobowa załoga płynęła aby go tam dostarczyć.
Około godziny 17:00 czasu islandzkiego, ratownikom udało się wyłowić z morza jednego z marynarzy, który przeżył dzięki temu, że miał założony skafander termiczny. Ratownicy przetransportowali go do szpitala w Alesund, obecnie stan zdrowia wyłowionego jest stabilny.
Po kolejnych godzinach poszukiwań, ratownikom udało się znaleźć łódź ratunkową, która niestety okazała się być pusta. Jednak ratownicy nadal poszukiwali pozostałej trójki. Wszyscy liczyli na to, że im również udało się założyć skafandry termiczne, co mogłoby pomóc w uratowaniu ich życia.
W międzyczasie pogoda na morzu uległa zmianie i zgodnie z informacjami podanymi przez morskie służby norweskie, obecnie fale na morzu sięgają nawet 15 metrów wysokości. Tak złe warunki znacznie utrudniały prowadzone poszukiwania, co doprowadziło do tego, że Norweska Straż Przybrzeżna poinformowała o ich przerwaniu.
Rzecznik prasowy grupy ratowniczej Jan Lillebø, powiedział, że biorąc pod uwagę warunki jakie panują na morzu mało prawdopodobne jest to, że rozbitkowie przeżyli ten wypadek.
W akcji ratunkowej były wykorzystane specjalne helikoptery ratownicze, które posiadały kamery termowizyjne oraz statek, ale niestety nie udało się odnaleźć islandzkich marynarzy.
Ostatniej nocy, koło Sveinatunga, w Norðurárdal, z drogi wypadł samochód dostawczy, który transportował żywy drób. Samochód razem z naczepą, w której znajdowały się zwierzęta, wywrócił się na bok.
Kierowcy udało się wyjść z tego zdarzenia bez obrażeń. Na miejsce wezwał on grupę ratowników, którzy pomogli w ratowaniu drobiu. W przyczepie było kilka tysięcy kurcząt, które były transportowane na ubój. Zwierzęta przenoszono do dwóch innych samochodów, zajmujących się przewozem drobiu. Ratownicy pracowali przy przenoszeniu kurcząt, do godziny 7 rano. Niestety w wyniku tego zdarzenia drogowego, wiele ptaków zginęło.
Incydent ten został zgłoszony na Policję około godziny 1 w nocy. Na drodze Holtavörðuheiði, panowały wówczas bardzo złe warunki do jazdy, było ślisko, ciemno i wiał silny wiatr.
Ostatniej nocy w Reykjaviku, na ulicy Sæbraut niedaleko banku Íslandsbanki, kierowca samochodu osobowego stracił panowanie nad kierownicą, w wyniku czego samochód wypadł z drogi i parę razy koziołkował. W tym samochodzie znajdowały się cztery osoby. Policja uważa, że pomimo tak poważnie wyglądającego wypadku, pasażerowie odnieśli niewielkie obrażenia.
Według Policji, kierowca mógł stracić panowanie nad samochodem, z dwóch powodów. Jednym z nich może być to, że na drodze było ślisko. Drugim powodem jest podejrzenie, że kierowca był pod wpływem środków odurzających. Sprawa ta jest obecnie badana przez Policję.
W stolicy policja zatrzymała wczoraj trzech kierowców, którzy byli podejrzani o jazdę pod wpływem alkoholu.
Sześć osób przewieziono do szpitala, po tym jak siedmioosobowy samochód, w wyniku poślizgu koziołkował i wypadł z drogi. Do zdarzenia doszło wczoraj wieczorem, w okolicy Holtavörðuheiði. Na drodze było bardzo ślisko i kierowca najprawdopodobniej stracił panowanie nad kierownicą, powiedział Policjant z Borgarnes.
Zgodnie z informacją podaną przez Policję, pasażerowie samochodu, cudem uniknęli poważniejszych obrażeń. Samochód, którym jechali kilkakrotnie koziołkował zanim wypadł z drogi.
Do zdarzenia doszło w miejscu zwanym Biskupsbrekka, które jest położone na wzgórzu, na południe od Holtavörðuheiði. Na tym odcinku bardzo często występują oblodzenia, które w tym przypadku przyczyniły się do wypadku.
Przez parę godzin droga była zamknięta dla ruchu, a na miejsce wezwano policję, pogotowie ratunkowe i lekarzy.
W ubiegłą środę, późnym wieczorem, w okolicy Þambárvellir, na drodze do Hólmavíku, doszło do groźnie wyglądającego wypadku. Kristmundur Ingimarsson, kierowca ciężarówki, przewoził ładunek 20 ton krewetek, kiedy na drogę przed samochodem wbiegło kilka owiec. W wyniku gwałtownego hamowania, palety z krewetkami dosłownie wyjechały z ciężarówki i odcięły kabinę kierowcy od samochodu. Na miejsce wypadku przyjechała Policja i Pogotowie Ratunkowe , a ratownicy Björgunasveit Húna zostali wezwani do zabezpieczenia ładunku. Kierowca ciężarówki miał wielkie szczęście, że wyszedł z tego wypadku bez szwanku. Pétur Arnarsson, prezes grupy ratowniczej, powiedział że jeszcze nigdy nie widział czegoś podobnego. Kristmundur Ingimarsson, jak sam powiedział, ma nadzieję, że jeszcze dziś wróci do pracy jako kierowca.